sobota, 24 stycznia 2015

Drugi.

- ... i potem zaprosił mnie na próbę. - Skończyłam moja przemowę z lekkim rumieńcem.
- Czyli... - Zaczął Daniel zamyślonym tonem. - Idziesz dzisiaj na próbę zespołu, którego nie znasz dlatego, że zaprosił cię na nią facet, którego nie znasz.
- No... tak. - Odparłam zmieszana.
Wczoraj przez chwilę pisałam z Cliffordem i tak szczerze... już nie mogłam się doczekać dziewiętnastej. Chłopak zafascynował mnie swoim humorem i dystansem do świata.
- Chyba nie podzielam twojego gustu co do facetów. - Podsumował mój przyjaciel wkładając sobie frytkę do ust.
Sidzieliśmy w trójkę na stołówce. Sylvia odpisywała zadanie z biologii a Daniel właśnie dowiadywał się o całej historii z gitarą i niebieskowłosym chłopaku.
- To pocieszę tym, że ja twojego też. - Pokazałam mu język.
- Pamiętaj, żeby mi zadzwonić po wszystkim. - Poruszył śmiesznie brwiami za co dostał po żebrach. - No co? Przecież nie zaprasza się dziewczyny na takie rzeczy jak się jej nie chce poderwać.
- Na serio myślisz, że jestem w jego typie? - Spytałam ironicznie. Odpowiedź była jasna: nie.
Nie byłam ciotką cnotką, zdarzały się w moim życiu niezłe "odpały", ale do super rozrywkowych nie należałam.
A Michael... No cóż, nie znam go zbyt dobrze, ale po samym wyglądzie można było sądzić, że woli ciężką muzykę, głośne koncerty i ostre dziewczyny.
A do ostrej dziewczyny było mi niezbyt blisko.
Ubierałam się tak, żeby podkreślić figurę, na którą ciężko pracowałam, ale nie pokazując za wiele. Wolałam pastelowe kolory i raczej ładnie niż "ostro"..
- Ziemia do Vivien! - Głos Daniela przebił się przez moje rozmyślania.
- Już jestem. - Zaśmiałam się.
- Twój aniołek właśnie się zjawił. - Wskazał na wejście a ja odruchowo się odwróciłam.
Michael wchodził na stołówkę w towarzystwie chłopaka o ciemniejszej karnacji i włosach.
- Tego obok niego to bym schrupał. - Skomentował Daniel na co odwróciłam się z prychnięciem.
- Masz chłopaka. - Zauważyłam.
- No i co z tego? - Podniósł się z siedzenia i zaczął strzepywać okruszki ze swoich spodni. - I tak bym schrupał tego azjatę.
- On nie jest azjatą. - Wtrąciła się Sylvia pakując zeszyty. - I nazywa się Calum.
- Skąd ty to wszystko wiesz? - Zapytałam ze śmiechem. Zawsze była moją skarbnicą wiedzy o ludziach, nie tylko tych ze szkoły.
- Na matmie siedzę z Sarą Dempsey. - Powiedziała jakby to było oczywistością. - A ona nie przestaje gadać.
Ruszyliśmy do wyjścia mijając stojącą przy bufecie dwójkę, która przed chwilą tak przykuła naszą uwagę.
- Hej Vivien! - Usłyszałam za swoimi plecami.
- Hej Michael. - Uśmiechnęłam się lekko, ledwo się odwracając i poszłam za swoimi przyjaciółmi.
- Czemu z nim nie pogadałaś? - Zaciekawiła się Sylvia.
- Bo był z kumplem. - Odparłam czerwiniąc się.
- Chyba raczej dlatego, że starasz się odwlec moment, kiedy to Michael zniszczy twoje wyobrażenia o aniele muzyki. - Powiedział Daniel poważnie.
- Nie bądź głupi. - Skarciłam go starając się by mój uśmiech nie wyszedł słusznie.
Prawda jest taka, że miał cholerną rację a ja bałam się do tego przyznać...
Czasem, przed snem, lubię sobie wyobrazić "co by było gdyby..."? Myślę wtedy o wszystkich tych rzeczach, na które nie wystarcza odwagi, szczęścia, pieniędzy, umiejętności...
W moich myślach ostatniej nocy zawitał Clifford, jako wrażliwy, uroczy i z czysto artystyczną duszą chłopak.
A byłam świadoma tego, że prawie na pewno taki nie jest. Dlatego słowa Daniela tak mnie zmartwiły. Zbyt głośno wyrażały moje obawy...
*
Na chemii panował chaos, jak zwykle z resztą. Jedni bawili się swoimi telefonami, inni rozmawiali, głośno się śmiejąc a jeszcze inni leżeli na ławkach chcąc odespać zarwaną nockę.
Byłam pogrążona w rozmowie z Carmen, moją koleżanką z ławki,  kiedy nauczycielka nie wytrzymała.
- To kpiny jakieś! Jak wy się zachowujecie?! - Krzyczała. - Ten przedmiot macie na egzaminach, należy się trochę szacunku! Może Super Zadanie postawi was do pionu!
Wszyscy umilkli. Słyszeliśmy o Super Zadaniu... Pani Colson była bardzo spokojną i obojętną na wiele rzeczy kobietą, do czasu aż przekroczyło się granicę. Wtedy zadawała doświadczenia na sporą pulę punktów, do wykonania w parach, które sama dobierała. Nie muszę dodawać, że nie należały do najprostszych?
- Tris z Galem, temat numer 5... - Chodziła po klasie mówiąc kto z kim będzie pracował i nad jakim zadaniem.
Nikt nie odezwał się nawet słowem, mimo, że sprzeciw sam cisnął się na usta. Pary zawsze były dobierane tak by utrudnić nam życia...
- Vivien z Lukiem, temat numer 8... - Powiedziała a ja jęknęłam. Kątem oka zauważyłam, że chłopak też nie jest zadowolony. Przeczesał swoją blond grzywę ręką a mnie zachciało się wymiotować. Carmen spojrzała na mnie ze współczuciem, wiedziała dlaczego nie lubię tego faceta.
Kilka miesięcy temu blondyn był w sklepie podczas mojej zmiany i oglądał gitary w bocznym pokoju. Do głowy by mi nie przyszło, żeby chodzić za nim krok w krok, jak nadopiekuńcza matka i mówić "Nie dotykaj!", myślałam, że ma swój rozum...
Niestety,  przeliczyłam się.
Do teraz nie bardzo wiem jak dokładnie do tego doszło, ale wyszło na to, że Luke rozwalił stojak na gitary i kilka ze stojących na nim instrumentów nie przeżyło. Potem Hemmings wyszedł jakby nic się nie stało.
Akurat tego dnia nie było kamery w tym pokoju i nie mogłam udowodnić mojemu pracodawcy co na prawdę się stało... Miałam przez to spore kłopoty a od wywalenia z pracy uratowały mnie tylko dobre stosunki z szefem.
Po lekcji podeszłam do pani Colson ze skruszoną miną.
- Nie, nie zmienię ci partnera, panno Martin. - Powiedziała zanim zdążyłam się odezwać.
- Proszę pani... - Zaczęłam, ale mi przerwała:
- Nie ma mowy. Chyba, że chce pani dostać za to zadanie jedynkę, a przypomnę, że ta ocena ma dosyć dużą wagę. - Mówiła surowym głosem pisząc coś w zeszycie.
Z westchnieniem rezygnacji wyszłam na parking przed szkołą.
Przy swoim samochodzie stała Sylvia pisząc coś na telefonie.
- No nareszcie. - Powiedziała gdy mnie zobaczyła. - Jeszcze chwila i zapuściłabym tu korzenie.
- Colson zadała nam Super Zadanie. - Jęknęłam siadając na fotelu pasażera.
- Przykre. - Podsumowała oddalając samochód. - A kogo masz w parze?
- Hemmingsa. - Mruknęłam na co brunetka spojrzała na mnie z niepokojem.
- Postaraj się nie wydrapać mu tych uroczych, niebieskich oczu. - Powiedziała ze śmiechem. Widząc, że nie jest mi do śmiechu zmieniła temat - Gotowa na wieczór?
- Szczerze to strasznie się denerwuję. - Powiedziałam usadawiając się wygodniej w fotelu gdy jechałyśmy w stronę mojego domu. - A jeszcze dzisiaj idę do sklepu, boję się, że coś spapram.
- Wdechy i wydechy. - Poradziła mi Sylvia z szerokim uśmiechem. - Jak na filmach.
- Co ja bym bez ciebie zrobiła... - Powiedziałam ironicznie, ale z uśmiechem.
- Pewnie byś zginęła. - Odparła moja przyjaciółka. Podjechaliśmy pod moje drzwi. - Daj znać jak w tym zespole będzie jakieś ciacho bez dziewczyny. - Mrugnęła do mnie gdy wysiadałam.
- Pod tym względem możesz na mnie liczyć. - Zaśmiałam się i cmoknęłam ją w policzek na pożegnanie.
- Mamo jesteś? - Zawołałam rzucając klucze na szafkę.
- Tutaj skarbie! - Usłyszałam z łazienki.
Mój dom nie był zbyt duży, dwa pokoje, kuchnia połączona z salonem i łazienka. Przynajmniej miałam własny pokój od kiedy moja starsza siostra przeniosła się do Sydney, na studia.
- Jak w szkole? - Zapytała moja rodzicielka wkładając ubrania do suszarki.
- Jak to w szkole, nudno. - Odpowiedziałam wymijająco. - Co na obiad?
- Kurczak z ziemniakami. - Powiedziała zamykając drzwi urządzenia. - Jeszcze ciepłe.
- Dzięki. - Powiedziałam siląc się na uśmiech. - Wrócę dzisiaj później. - Dodałam.
- A co będziesz robić? - Spytała prostując się.  Razem przeszłyśmy do kuchni.
- Kolega mnie zaprosił na próbę swojego zespołu. - Odpowiedziałam napełniając sobie talerz.
- Czemu mnie nie dziwi, że muzyk? - Uśmiechnęła się ciepło z błyskiem w oku. Pewnie myślała o moim ojcu, którego poznała na koncercie jego "kapeli"... To po niej odziedziczyłam słabość do gitarzystów.
- A jak się układa w sklepie? - Wróciła na ziemię patrząc na mnie z radością. - Dawno nie rozmawiałyśmy, opowiadaj o wszystkim.
To była prawda. Dużo czasu minęło od kiedy ostatni raz na prawdę rozmawiałyśmy. Kiedyś byłyśmy bardzo blisko a potem... potem wszystko się zepsuło. Tata odszedł, mama popadła w depresję, z której wyciągnęła ją moja siostra. Nie ja. I już nigdy nic nie było takie samo...
- Nie narzekamy na zyski. - Powiedziałam w przerwach od przeżuwania. - Sylvia dalej chce się przeprowadzić do Ameryki i dostać do Julliard a Daniel cały czas jest z Dannym. - Streściłam, nawiązując do wiadomości, które kiedyś jej przekazałam.
- A co z tobą i tym muzykiem, do którego idziesz dzisiaj? - Dopytywała z ciekawością.
- Zwykły znajomy. - Wzruszyłam ramionami. - Kupował ostatnio gitarę w Sklepie i mnie zaprosił.
- No dobra. - Oklapła trochę, ale zaraz znowu się ożywiła. - A jak twoje zbieranie na gitarę?
Moja mama była kolejną osobą, która dopingowała mnie w moich staraniach i zawsze bardzo żałowała,  że nie jest w stanie znacznie dorzucić się do sumy, która była mi potrzebna.
- Już prawie uzbierałam. - Powiedziałam pomijając fakt, że gitary już nie ma. Nie chciałam jej martwić...
- Jestem z ciebie taka dumna, Vi. - westchnęła z łezką w oku.
- Cieszę się, mamo. - Uśmiechnęłam się sztucznie i szeroko.

***

Stojąc za ladą skubałam nerwowo zapięcie jedej z moich bransoletek. Zawsze miałam ich sporo na prawej ręce, tak by zakrywały cały nadgarstek. Plecione, skórzane, szmaciane, srebrne, mniejsze i większe.. Spełniały swoją rolę.
- Macie czarne struny do altówki? - Zapytał facet po czterdziestce, z siwymi pasmami w ciemnych włosach, wygrywając mnie z zamyślenia.
- Niestety, tylko zwykłe. - Odparłam wracając do rzeczywistości. - Mogę złożyć zamówienie, ale będą dopiero w przyszłym tygodniu.
- To wezmę zwykłe, ale niech pani zamówi też te czarne. - Odparł grzebiąc w portfelu.
- Dobrze. To będzie 19,50. - Zwykły klient, zwykły zakup... A jednak coś było dzisiaj inaczej.
- Dziękuję bardzo i dobrego wieczoru. - Powiedział facet wychodząc.
- Oby taki był. - Mruknęłam pod nosem.
- Vi, co powiesz na partyjkę makao? - Obok mnie zjawił się mój współpracownik. Wysoki, chudy jak patyk z cienkimi i długimi włosami chłopak, który pracował tu dużo dłużej niż ja. Był synem właściciela, któremu nie chciało się kontynuować szkoły po liceum i żerował na swoim ojcu od kilku dobrych lat.
- Nie miałeś dzisiaj posegregować papierów? - Spytałam z uśmiechem.
- Skończyłem. - Jego uśmiech stał się zadziorny. - To jak?
Spojrzałam na zegarek: 18:30
- No dobra.
Rozłożył karty na jednym ze stołów za blatem i popatrzył na mnie wyczekująco. Usiedliśmy, niewidoczni od strony drzwi.
- Co ty taka spięta? - Zapytał podejrzliwie. - O czymś zapomniałem? Masz urodziny?
- Nie, jestem umówiona po pracy. - Odparłam biorąc karty do ręki.
- Randka? -Zapytał chłopak znowu uśmiechając się zadziornie.
- Oh, zamknij się Tony. - Prychnęłam zirytowana.
- Wyluzuj, to tylko facet. - Powiedział wykładając kilka ze swoich kart. - Jesteśmy prości jak cepy. Jak będziesz pewna siebie to poleci jak pszczoła do ula.
- To nie może być takie proste. - Zaśmiałam się.
- Ale jest. - Dodał. - Makao.
- Już? - Zdziwiłam się. - Kiedy ty zdążyłeś wszystkie karty wyłożyć?
- Jak myślałaś o swoim nowym boyu, skarbie. - Zaśmiał się.
Wtedy zadzwonił dzwonek przy wejściu.
- Dobry wieczór, w czym mogę pomóc? - Tony wstał i pokazał się klientowi.
- Szukam Vivien. - Odezwał się miękki głos. - Jest jeszcze?
- Jestem. - Podniosłam się z miejsca i zobaczyłam Michaela, który na mój widok zmieszał się lekko.
- Pomyślałem, że może cię podwiozę.  - Powiedział drapiąc się po karku.
- Jesteś za wcześnie. - Powiedziałam z szerokim uśmiechem, którego nie mogłam powstrzymać. Był ubrany w dziurawe spodnie i wymiętą koszulę,  która pokazywała tatuaż na prawej ręce. - Mam jeszcze pół godziny pracy.
- Kurde. - Zawstydził się. - Nie wiem co mi się ubzdurało, że kończysz jakoś teraz...
- Spokojnie, mogę zostać sam. - Wtrącił się Tony. - To tylko pół godziny, co się może stać?
- A jak przyjdzie twój ojciec? - Zaniepokoiłam się. Nie lubiłam urywać się z pracy.
- To powiem, że musiałaś wcześniej wyjść. - Uśmiechnął się. - Co jakiś czas przecież możemy.
- Na pewno? - Cały czas miałam wątpliwości.
- Na pewno. - Pokiwał głową mój współpracownik. - No leć już.
- Dziękuję! - Przytuliłam go i szybko polecałam na zaplecze po swoją torebkę. Przechodząc obok lustra jęknęłam.
Na szybko poprawiłam włosy i przetarłam oczy tak by zetrzeć tusz, który znalazł się tam gdzie nie powinien. Ostatni wdech i wyszłam na spotkanie Cliffordowi.

~.~

I jak się podoba? :)
Proszę o komentarze, to na prawdę motywuje :D

wtorek, 20 stycznia 2015

Pierwszy.

Dzwonek oznajmiający przybycie nowego klienta zabrzmiał w każdym kącie sklepu.
Podniosłam głowę znad zadania domowego i spojrzałam z ciekawością w stronę wejścia. O tej porze nie było tu dużo ludzi.
- Hej Ash. - Uśmiechnęłam się widząc blondyna pochodzącego do lady. - To co zawsze?
- Tak, tylko jedną puszkę wosku do bębenków więcej. - Powiedział z szerokim uśmiechem a ja wyciągnęłam z pod lady małe pudełeczka.
- Po co ci aż tyle? - Zapytałam z ciekawością wbijając odpowiednie guziki na kasie fiskalnej.
Ashton bywał tu co jakiś czas, po pałeczki do perkusji, po wosk, ale najczęściej po jakąś starą płytę, których sprzedaż też prowadziliśmy.  Zawsze był szeroko uśmiechnięty i pełen energii niczym dziecko. Często poprawiał mi humor.
- Zmieniam zestaw bębnów. - Odparł oglądając kostki do gitar leżące na blacie. - Nie ufam temu ciućmokowi co mi sprzedaje ten nowy, więc sam gi sobie nawoskuję. - Zrobił krótką przerwę i spojrzał na mnie. - A co u ciebie?
- Moja gitara została dzisiaj sprzedana Aniołowi z Gitarą. - Powiedziałam lekkim tonem używając świeżo wymyślonego przezwiska na niebieskowłosego.
- Jak to? - Oburzył się marszcząc zabawnie brwi. - Tyle na nią zbierałaś i o jej utracie mówisz takim lekkim tonem?
- Taki już mój los, Ashton. - Uśmiechnęłam się. - Kartą czy gotówką?
Przez chwilę nie wiedział o co mi chodzi, więc podałam mu dwa pudełka wosku. Z portfela wyciągnął wyliczoną sumę.
- Musiał być na serio fajny, ten twój anioł, że nawet swój skarb oddałaś mu lekką ręką. - Mruknął pakując zakupy do plecaka.
- Wyrzuciliby mnie z pracy gdybym nie sprzedała. - Odarłam z uśmiechem. To słodkie, że tak się przejmował "prawie moją" gitarą. - Nie masz dzisiaj jakiejś próby? - Dodałam szybko widząc, że ma ochotę się kłócić.
- Nie, próby mam w piątki i niedziele. - Odparł. - Ale muszę iść z bratem do lekarza. - Zerknął na zegar nad moją głową.
- To do zobaczenia. - Pomachałam mu i chłopak zniknął za drzwiami.
Wtedy rozdzwonił się mój telefon.
- Mamo, wiesz, że jestem w pracy. - Powiedziałam do słuchawki bez powitania.
- Wiem, Vi. - Odparła sucho. - I nie tym tonem.
- Przepraszam. - Przełknęłam gulę sprzeciwu, która pojawiła się w moim gardle. - Co chciałaś?
- Nie wróciłaś do domu na obiad a ja mam na nocną zmianę, więc kolacji też nie będzie. - Powiedziała szybko. - Zjedz coś jak będziesz wracać ze sklepu.
Westchnęłam cicho, znowu cały dzień na drugim śniadaniu i hot-dogu z pobliskiej budki.
Tak jakby nie mogła mi odłożyć trochę obiadu...
- Dobrze mamo.
- Świetnie! - Ucieszyła się. - To miłego wieczoru.
Kiedy odłożyłam telefon zabrałam się za zamykanie sklepu, zbliżała się dziewiętnasta.
Wyłączyłam muzykę i zapanowała prawie idealna cisza. Bardzo brakowało mi takich momentów w ciągu dnia.
Cały ten zgiełk, który mnie otaczał ostatnio zaczął męczyć. Miałam dość bezsensownego gadania ludzi, zbyt głośnej muzyki i dźwięków dużego miasta...
Nie zrozumcie mnie źle, kocham muzykę ponad życie, ale czasem po prostu mam dość wszystkiego co wkraczało w moją intymność, chciałam być sama ze swoimi myślami. Niczym innym.
Westchnęłam próbując odgonić smętny humor i pogasiłam światła.
Przechodząc przez pomieszczenie z gitarami omijałam wzrokiem puste miejsce na półce, które jeszcze wczoraj było moim ulubionym...
W moich myślach znowu zawitał niebieskowłosy chłopak. Nawet nie wiem jak ma na imię...
"Nie bądź głupia." Skarciłam się w myślach. "To tylko jeden z wielu klientów sklepu, w którym pracujesz."
Jednak miałam wielką nadzieję, że skorzysta z numeru, który mu podałam...

***

Poranki w moim wykonaniu były bardzo ciężkie...
Wyłączyłam budzik i opadłam ciężko na poduszkę.
W pokoju było ciemno, ciepło... wszystko sprzyjało mojemu dalszemu snu.
Już miałam odpłynąć gdy budzik zadzwonił ponownie.
"Głupie drzemki." Zaklęłam w myślach i zrzuciłam kołdrę.
Chwilę później byłam już w kuchni, gotowa na kolejny męczący i monotonny dzień.
Spakowałam do torby coś na śniadanie i spojrzałam w kierunku salonu.
Na kanapie spała moja mama, jeszcze w stroju z pracy. Zrobiło mi się jej żal...
Bardzo nie lubiła swojej pracy, a zwłaszcza nocek. Wracała tak padnięta, że nawet nie docierała do swojego pokoju.
"A ja wczoraj miałam do niej pretensje o obiad." Skarciłam się w myślach.
Postanowiłam przygotować jej kawę. Wiedziałam, że za pół godziny wstanie, żeby się ogarnąć i zrobić coś w domu. A najbardziej lubiła gdy kawa była już zimna.
Przy kubku zostawiłam kartkę z napisem:

Miłego dnia ;)

Nie zwlekając dłużej wyszłam z mieszkania i ruszyłam powolnym krokiem do szkoły.
Mniej więcej w połowie drogi przypomniałam sobie, że dzisiaj czwartek a to oznaczało zajęcia muzyczne. Mój dzień od razu stał się lepszy.
Moja szkoła należała do tych typowych. Nic jej nie wyróżniało,  uczniowie uczyli się przeciętnie, przeciętnie imprezowali i przeciętnie uprawiali sport. Jedyne co mi się w niej podobało to moi przyjaciele.
Moja "paczka" składała się ze mnie i jeszcze dwóch osób.
Sylvia jest wiolonczelistką i mentalnie wciąż ma dziesięć lat. Poznałyśmy się w klasie muzycznej gdy przyłapała mnie na niedozwolonym korzystaniu z pianina.
Daniel również jest muzykiem, ale bardziej subtelnym. Nie miał jednego, ulubionego instrumentu, ale na każdy potrafił napisać piosenkę.
Połączyła nas miłość o muzyki i dzięki temu uczuciu przestaliśmy być samotni...
- Vi! - Przed wejściem do szkoły złapał mnie Daniel. Był ubrany w spodnie z dużym krokiem i wąskimi nogawkami oraz w jaskrawą koszulę odpiętą o o jeden guzik za dużo.
Miał swój styl i był z niego dumny, tak jak ze wszystkiego co prezentował swoją osobą. - Nie mam zadania z matematyki. Myślisz, że Smoczyca będzie dzisiaj sprawdzać?
I na takich błahych sprawach minęły mi pierwsze lekcje. Nawet podczas lunchu nie wydarzyło się nic ciekawego.
Dopiero lekcja muzyki sprawiła, że lekko się ożywiłam.
Idąc w stronę klasy mijałam wiele osób, ale na widok jednej zamarłam w pół kroku.
- Co jest? - Jęknęła Sylvia wpadając na moje plecy.
- Ten chłopak chodził tu wcześniej czy jest nowy? - Zapytałam wskazując na osobę stojącą przy szafkach.
- Ten w niebieskich włosach? - Dopytała i gdy kiwnęłam głową dodała - Nie jest nowy, tylko na głowie miał chyba czerwony. Musiał się niedawno przefarbować.  W sumie to nie wiem, nie wygląda sympatycznie.
Ubrany był w lekko poszarpaną, ciemną koszulkę z logiem jakiegoś zespołu, na ręce miał tatuaż i ogółem sprawiał wrażenie buntownika. Nie jest to typ człowieka, z którym się zadajemy.
Nie zauważyłam tego gdy spotkaliśmy się w sklepie.
- A czemu pytasz? - Dopytywała się przyjaciółka.
- Kupił moją gitarę. - Powiedziałam bezmyślnie. Zauważyłam jak dziewczyna odwraca się gwałtownie w stronę chłopaka wciągająca głośno powietrze.
- Ja mu dam. - Zamruczała pod nosem gniewnie. - Nikt nie będzie niszczył marzeń mojej przyjaciółki.
Ruszyła w stronę chłopaka z groźną miną.
Szybko odgrodziłam ją od szafek i z szerokim uśmiechem powiedziałam:
- Sylvia, daj spokój. On zasługuje na ten instrument.
Spojrzała na mnie jak na idiotkę.
- Zwariowałaś? Przecież jesteś tak blisko uzbierania tej kasy. - Brunetka jest bardzo zagożałą fanką spełniania marzeń i jej mina mówiła mi właśnie, że się na mnie zawiodła.
- A mówiłaś, że nie jest zaklepana. - Usłyszałam za sobą niski i poważny głos.
Bojąc się, że za moimi plecami stoi ON odwróciłam się lekko.
Niestety,  obawy się sprawdziły.
- Bo nie jest. - Powiedziałam cicho nagle zainteresowana swoimi butami.
- Czemu mi nie powiedziałaś? - Spytał i usłyszałam w jego głosie pretensje.
- A czemu ci zależy? - Zapytałam w przypływie odwagi podnosząc wzrok. Był wyższy ode mnie więc musiałam lekko zadzierać głowę by spojrzeć mu w twarz. Po raz kolejny uderzyły mnie jego jasne oczy.
"Co się z tobą dzieje Vi?" Zganiłam się w myślach. "I jak ja mogłam go wcześniej nie zauważyć na korytarzach!?"
Podrapał się po ramieniu nagle zmieszany.
- W sumie nie wiem. Chyba po prostu lubię być fair wobec ludzi. - Odparł cicho.
- To oddawaj gitarę. - Mruknęła Sylvia ponuro. Zganiłam ją wzrokiem.
- Nie słuchaj jej. - Powiedziałam przepraszająco. - My już będziemy szły.
Chwyciłam przyjaciółkę za łokieć i odciągnęłam w stronę naszej klasy, nie patrząc na chłopaka, żeby nie zobaczyć jego gardzącej miny, która pewnie zawitała na twarzy.
- Przecież on nawet nie jest przystojny. - Jęczała brunetka. - Więc nie rozumiem czemu mu ją oddałaś.
- Sylvia - Westchnęłam. - Kupię sobie inną gitarę. Jemu też na niej zależało.
- To twoje dobre serce kiedyś cie zgubi. - Odparła poważnie siadając w ławce.
Dzisiejsza lekcja muzyki była o komponowaniu; nutach, pięciolinii,  znakach. Czyli czymś co dobrze znałam.
Nigdy nie chodziłam do szkoły muzycznej, mojej rodziny nie było na to stać. Byłam samoukiem, który tylko czasem korzystał z pomocy nauczycielki muzyki, właściciela sklepu muzycznego, Daniela lub internetu.
Potrafię grać na gitarze, pianinie, bębnie akustycznym,  harmonijce i uczyłam się właśnie saksofonu.
Ten ostatni instrument pojawił się w sklepie już jakiś czas temu i od tego czasu wsztstkie przerwy spędziłam właśnie przy nim.
Jednak to gitara zawładnęła moim sercem najbardziej.
Pierwszą gitarę dostałam od mojego ojca kiedy miałam dziesięć lat, w ciągu roku grałam juz bardzo dobrze. Potem ojciec odszedł a instrument stał się moją świętością.
Niestety, trzy lata temu odmówiła posłuszeństwa i zostałam z resztkami instrumentu w szafie i złamanym sercem. Dlatego zbierałam na nową, taką samą jak moja wczesniejsza. Niestety ten egzemplarz nie był pospolity...
I teraz należała do tego chłopaka... Ciekawe jak miał na imię?
W sumie, mogłam zapytać Sylvii, ale nie chciałam, żeby martwiła się, że bardzo przeżywam całą tą sytuację.
"A nie przeżywasz?" Odezwał się cichy głosik w mojej głowie.
Z moich rozmyślań wyrwał mnie telefon wibrujący w mojej kieszeni.

Wiadomość od: Nieznany:
To jak z tą próbą? ;)
C.

Przez chwilę gapiłam się w ekran nie rozumiejąc, ale po chwili mnie olśniło. Odpisałam:

Jestem gotowa na to wyzwanie :) Tylko nawet nie wiem jak Cię nazywać...

Po chwili odpisał:

Michael Clifford, miło mi :D

- Czemu się śmiejesz do telefonu? - Spytała Sylvia z dziwną miną. - Dawno tego nie robiłaś.
- W sumie to nawet nie wiem czemu. - Zaśmiałam się i po chwili moja przyjaciółka uśmiechnęła się szeroko.
- Pozdrów go i przeproś za moje zachowanie. - Dodała wesołym tonem.

~.~

No i jest jedynka!
Jak wrażenia? :D

Ten rozdział nie wyszedł dokładnie tak jakbym chciała, ale wydaję mi się, że nie jest tragicznie...

W każdym razie, byłabym wdzięczna za każdą opinię ♡

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Prolog.

To nie był dobry dzień.

Wracałam, ze szkoły, ale w połowie drogi postanowiłam zmienić kierunek i ruszyłam w stronę sklepu muzycznego, w którym pracowałam.

Kiedy weszłam do środka zadzwonił dzwonek oznajmiający nowego gościa.

- Witam, w czym mogę... - Zaczął chłopak siedzący za ladą, ale gdy zobaczył moją twarz przerwał. - Siema Vi! Co tutaj tak wcześnie robisz?

- Chciałam zagrać na jednej z gitar... - Powiedziałam starając się ukryć moje zdołowanie.

- Pewnie. - Uśmiechnął się odgarniając jasną grzywkę z czoła. - Znasz zasady.

Oczywiście, że znałam. Nie nadużywać, nie psuć, nie zamęczać instrumentów i możemy czasem pobrzdąkać.

Przeszłam do części sklepu poświęconej gitarom i moim oczom ukazał się chłopak o niebieskich włosach.

Lecz to nie ten niezwykły kolor zwrócił moją uwagę a jego cudowna gra... Palce chodziły po gryfie jakby go tylko lekko głaskały a ręka dotykająca strun wyglądała jakby nie napotkała żadnego oporu. Lekkość z jaką grał wprawiła mnie w zachwyt. Do tego jego skupienie, jakby znajdował się w innym świecie...

- Gapisz się. - Powiedział po chwili nagle kończąc.

Mówił do mnie.

- Em... - Zająknęłam się. - Wybacz po prostu...

- Podobało ci się. - Dokończył za mnie tonem, który niczego nie sugerował. Nawet na mnie nie patrzył. Jego wzrok skupiony był na instrumencie.

- Co to było, to co grałeś? - Spytałam zmieniając temat.

- Wake me up, when september ends. - Podniósł w końcu na mnie swoje spojrzenie. Jasne oczy wypaliły dziurę w mojej umyśle. Nie wiem kim był ten chłopak, ale miał w sobie coś dziwnego... wyjątkowego. - W trochę innej aranżacji.

- Niezwykłe. - Odparłam.

- Dzięki. - Uśmiechnął się podnosząc się z miejsca. - Chyba ją wezmę. - Powiedział wskazując na instrument.

W tym momencie posmutniałam.

Gitara, którą trzymał w rękach była moim marzeniem. Zbierałam na nią od trzech lat i nawet specjalnie czasem nie pokazywałam jej klientom, lub polecałam inne.

Moje zarobki w sklepie nie były najwyższe, do tego opłaty za moje potrzeby bo nie dostawałam od rodziców pieniędzy na osobiste wydatki, takie jak nowe ciuchy czy kosmetyki i miałam dopiero 3/4 ceny tego cuda.

Ale przecież do przewidzenia było,  że ktoś kto się zna na rzeczy prędzej czy później ją kupi.

- Dobry wybór. - Wykrztusiłam siląc się na uśmiech, który pewnie ledwo wyglądał jak sympatyczny.

"Przynajmniej jest jej godny." Pocieszyłam się.

- Jest zarezerwowana czy coś? - Zaniepokoił się widząc moją minę.

- Nie, jest normalnie na sprzedaż. - Odparłam. - To rzadki egzemplarz, zwłaszcza w takim kolorze. Dobrze, że nikt nie sprzatnął ci jej z przed nosa.

- Wiem, długo szukałem takiej. - Jego uśmiech był szeroki i szczery, w oczach miał blask podobny do mojego gdy grałam na tej gitarze. - Ale jesteś pewna, że nie jest zaklepana? Na przykład przez ciebie?

- Ja tu tylko pracuję. - Odparłam i mimo, że moje serce łamało się na kawałki dodałam: - Bierz ją.

Kiedy zobaczyłam jego uśmiech mimo woli odwzajemniłam go.

- Spotkamy się kiedyś, żeby pograć? - Spytał szykując się do podejścia do kasy. - Pewnie nie raz grałaś na tym cudzie, będzie ci go brakowało. A tak to byś miała okazję znowu go popieścić. - Zaśmiał się cicho.

- Na prawdę? - Zdziwiłam się. Ledwo go znałam.

- Tak, w piątki i niedziele mam próby z zespołem, możesz czasem wpaść. - Uśmiechnął się w moją stronę. - Widać, że znasz się na muzyce. Poza tym, przyda nam się krytyk.

- W takim razie chętnie. - Odparłam ze szczerym uśmiechem.

- Daj mi swój numer to się jeszcze zgadamy. - Tak jak kazał tak zrobiłam i chwilę później zniknął, z moją wymarzoną gitarą na plecach.

~.~

Taki króciutki prolog.
Liczę na szczere opinie i wgl na jakich kolwiek czytających :p