- ... i potem zaprosił mnie na próbę. - Skończyłam moja przemowę z lekkim rumieńcem.
- Czyli... - Zaczął Daniel zamyślonym tonem. - Idziesz dzisiaj na próbę zespołu, którego nie znasz dlatego, że zaprosił cię na nią facet, którego nie znasz.
- No... tak. - Odparłam zmieszana.
Wczoraj przez chwilę pisałam z Cliffordem i tak szczerze... już nie mogłam się doczekać dziewiętnastej. Chłopak zafascynował mnie swoim humorem i dystansem do świata.
- Chyba nie podzielam twojego gustu co do facetów. - Podsumował mój przyjaciel wkładając sobie frytkę do ust.
Sidzieliśmy w trójkę na stołówce. Sylvia odpisywała zadanie z biologii a Daniel właśnie dowiadywał się o całej historii z gitarą i niebieskowłosym chłopaku.
- To pocieszę tym, że ja twojego też. - Pokazałam mu język.
- Pamiętaj, żeby mi zadzwonić po wszystkim. - Poruszył śmiesznie brwiami za co dostał po żebrach. - No co? Przecież nie zaprasza się dziewczyny na takie rzeczy jak się jej nie chce poderwać.
- Na serio myślisz, że jestem w jego typie? - Spytałam ironicznie. Odpowiedź była jasna: nie.
Nie byłam ciotką cnotką, zdarzały się w moim życiu niezłe "odpały", ale do super rozrywkowych nie należałam.
A Michael... No cóż, nie znam go zbyt dobrze, ale po samym wyglądzie można było sądzić, że woli ciężką muzykę, głośne koncerty i ostre dziewczyny.
A do ostrej dziewczyny było mi niezbyt blisko.
Ubierałam się tak, żeby podkreślić figurę, na którą ciężko pracowałam, ale nie pokazując za wiele. Wolałam pastelowe kolory i raczej ładnie niż "ostro"..
- Ziemia do Vivien! - Głos Daniela przebił się przez moje rozmyślania.
- Już jestem. - Zaśmiałam się.
- Twój aniołek właśnie się zjawił. - Wskazał na wejście a ja odruchowo się odwróciłam.
Michael wchodził na stołówkę w towarzystwie chłopaka o ciemniejszej karnacji i włosach.
- Tego obok niego to bym schrupał. - Skomentował Daniel na co odwróciłam się z prychnięciem.
- Masz chłopaka. - Zauważyłam.
- No i co z tego? - Podniósł się z siedzenia i zaczął strzepywać okruszki ze swoich spodni. - I tak bym schrupał tego azjatę.
- On nie jest azjatą. - Wtrąciła się Sylvia pakując zeszyty. - I nazywa się Calum.
- Skąd ty to wszystko wiesz? - Zapytałam ze śmiechem. Zawsze była moją skarbnicą wiedzy o ludziach, nie tylko tych ze szkoły.
- Na matmie siedzę z Sarą Dempsey. - Powiedziała jakby to było oczywistością. - A ona nie przestaje gadać.
Ruszyliśmy do wyjścia mijając stojącą przy bufecie dwójkę, która przed chwilą tak przykuła naszą uwagę.
- Hej Vivien! - Usłyszałam za swoimi plecami.
- Hej Michael. - Uśmiechnęłam się lekko, ledwo się odwracając i poszłam za swoimi przyjaciółmi.
- Czemu z nim nie pogadałaś? - Zaciekawiła się Sylvia.
- Bo był z kumplem. - Odparłam czerwiniąc się.
- Chyba raczej dlatego, że starasz się odwlec moment, kiedy to Michael zniszczy twoje wyobrażenia o aniele muzyki. - Powiedział Daniel poważnie.
- Nie bądź głupi. - Skarciłam go starając się by mój uśmiech nie wyszedł słusznie.
Prawda jest taka, że miał cholerną rację a ja bałam się do tego przyznać...
Czasem, przed snem, lubię sobie wyobrazić "co by było gdyby..."? Myślę wtedy o wszystkich tych rzeczach, na które nie wystarcza odwagi, szczęścia, pieniędzy, umiejętności...
W moich myślach ostatniej nocy zawitał Clifford, jako wrażliwy, uroczy i z czysto artystyczną duszą chłopak.
A byłam świadoma tego, że prawie na pewno taki nie jest. Dlatego słowa Daniela tak mnie zmartwiły. Zbyt głośno wyrażały moje obawy...
*
Na chemii panował chaos, jak zwykle z resztą. Jedni bawili się swoimi telefonami, inni rozmawiali, głośno się śmiejąc a jeszcze inni leżeli na ławkach chcąc odespać zarwaną nockę.
Byłam pogrążona w rozmowie z Carmen, moją koleżanką z ławki, kiedy nauczycielka nie wytrzymała.
- To kpiny jakieś! Jak wy się zachowujecie?! - Krzyczała. - Ten przedmiot macie na egzaminach, należy się trochę szacunku! Może Super Zadanie postawi was do pionu!
Wszyscy umilkli. Słyszeliśmy o Super Zadaniu... Pani Colson była bardzo spokojną i obojętną na wiele rzeczy kobietą, do czasu aż przekroczyło się granicę. Wtedy zadawała doświadczenia na sporą pulę punktów, do wykonania w parach, które sama dobierała. Nie muszę dodawać, że nie należały do najprostszych?
- Tris z Galem, temat numer 5... - Chodziła po klasie mówiąc kto z kim będzie pracował i nad jakim zadaniem.
Nikt nie odezwał się nawet słowem, mimo, że sprzeciw sam cisnął się na usta. Pary zawsze były dobierane tak by utrudnić nam życia...
- Vivien z Lukiem, temat numer 8... - Powiedziała a ja jęknęłam. Kątem oka zauważyłam, że chłopak też nie jest zadowolony. Przeczesał swoją blond grzywę ręką a mnie zachciało się wymiotować. Carmen spojrzała na mnie ze współczuciem, wiedziała dlaczego nie lubię tego faceta.
Kilka miesięcy temu blondyn był w sklepie podczas mojej zmiany i oglądał gitary w bocznym pokoju. Do głowy by mi nie przyszło, żeby chodzić za nim krok w krok, jak nadopiekuńcza matka i mówić "Nie dotykaj!", myślałam, że ma swój rozum...
Niestety, przeliczyłam się.
Do teraz nie bardzo wiem jak dokładnie do tego doszło, ale wyszło na to, że Luke rozwalił stojak na gitary i kilka ze stojących na nim instrumentów nie przeżyło. Potem Hemmings wyszedł jakby nic się nie stało.
Akurat tego dnia nie było kamery w tym pokoju i nie mogłam udowodnić mojemu pracodawcy co na prawdę się stało... Miałam przez to spore kłopoty a od wywalenia z pracy uratowały mnie tylko dobre stosunki z szefem.
Po lekcji podeszłam do pani Colson ze skruszoną miną.
- Nie, nie zmienię ci partnera, panno Martin. - Powiedziała zanim zdążyłam się odezwać.
- Proszę pani... - Zaczęłam, ale mi przerwała:
- Nie ma mowy. Chyba, że chce pani dostać za to zadanie jedynkę, a przypomnę, że ta ocena ma dosyć dużą wagę. - Mówiła surowym głosem pisząc coś w zeszycie.
Z westchnieniem rezygnacji wyszłam na parking przed szkołą.
Przy swoim samochodzie stała Sylvia pisząc coś na telefonie.
- No nareszcie. - Powiedziała gdy mnie zobaczyła. - Jeszcze chwila i zapuściłabym tu korzenie.
- Colson zadała nam Super Zadanie. - Jęknęłam siadając na fotelu pasażera.
- Przykre. - Podsumowała oddalając samochód. - A kogo masz w parze?
- Hemmingsa. - Mruknęłam na co brunetka spojrzała na mnie z niepokojem.
- Postaraj się nie wydrapać mu tych uroczych, niebieskich oczu. - Powiedziała ze śmiechem. Widząc, że nie jest mi do śmiechu zmieniła temat - Gotowa na wieczór?
- Szczerze to strasznie się denerwuję. - Powiedziałam usadawiając się wygodniej w fotelu gdy jechałyśmy w stronę mojego domu. - A jeszcze dzisiaj idę do sklepu, boję się, że coś spapram.
- Wdechy i wydechy. - Poradziła mi Sylvia z szerokim uśmiechem. - Jak na filmach.
- Co ja bym bez ciebie zrobiła... - Powiedziałam ironicznie, ale z uśmiechem.
- Pewnie byś zginęła. - Odparła moja przyjaciółka. Podjechaliśmy pod moje drzwi. - Daj znać jak w tym zespole będzie jakieś ciacho bez dziewczyny. - Mrugnęła do mnie gdy wysiadałam.
- Pod tym względem możesz na mnie liczyć. - Zaśmiałam się i cmoknęłam ją w policzek na pożegnanie.
- Mamo jesteś? - Zawołałam rzucając klucze na szafkę.
- Tutaj skarbie! - Usłyszałam z łazienki.
Mój dom nie był zbyt duży, dwa pokoje, kuchnia połączona z salonem i łazienka. Przynajmniej miałam własny pokój od kiedy moja starsza siostra przeniosła się do Sydney, na studia.
- Jak w szkole? - Zapytała moja rodzicielka wkładając ubrania do suszarki.
- Jak to w szkole, nudno. - Odpowiedziałam wymijająco. - Co na obiad?
- Kurczak z ziemniakami. - Powiedziała zamykając drzwi urządzenia. - Jeszcze ciepłe.
- Dzięki. - Powiedziałam siląc się na uśmiech. - Wrócę dzisiaj później. - Dodałam.
- A co będziesz robić? - Spytała prostując się. Razem przeszłyśmy do kuchni.
- Kolega mnie zaprosił na próbę swojego zespołu. - Odpowiedziałam napełniając sobie talerz.
- Czemu mnie nie dziwi, że muzyk? - Uśmiechnęła się ciepło z błyskiem w oku. Pewnie myślała o moim ojcu, którego poznała na koncercie jego "kapeli"... To po niej odziedziczyłam słabość do gitarzystów.
- A jak się układa w sklepie? - Wróciła na ziemię patrząc na mnie z radością. - Dawno nie rozmawiałyśmy, opowiadaj o wszystkim.
To była prawda. Dużo czasu minęło od kiedy ostatni raz na prawdę rozmawiałyśmy. Kiedyś byłyśmy bardzo blisko a potem... potem wszystko się zepsuło. Tata odszedł, mama popadła w depresję, z której wyciągnęła ją moja siostra. Nie ja. I już nigdy nic nie było takie samo...
- Nie narzekamy na zyski. - Powiedziałam w przerwach od przeżuwania. - Sylvia dalej chce się przeprowadzić do Ameryki i dostać do Julliard a Daniel cały czas jest z Dannym. - Streściłam, nawiązując do wiadomości, które kiedyś jej przekazałam.
- A co z tobą i tym muzykiem, do którego idziesz dzisiaj? - Dopytywała z ciekawością.
- Zwykły znajomy. - Wzruszyłam ramionami. - Kupował ostatnio gitarę w Sklepie i mnie zaprosił.
- No dobra. - Oklapła trochę, ale zaraz znowu się ożywiła. - A jak twoje zbieranie na gitarę?
Moja mama była kolejną osobą, która dopingowała mnie w moich staraniach i zawsze bardzo żałowała, że nie jest w stanie znacznie dorzucić się do sumy, która była mi potrzebna.
- Już prawie uzbierałam. - Powiedziałam pomijając fakt, że gitary już nie ma. Nie chciałam jej martwić...
- Jestem z ciebie taka dumna, Vi. - westchnęła z łezką w oku.
- Cieszę się, mamo. - Uśmiechnęłam się sztucznie i szeroko.
***
Stojąc za ladą skubałam nerwowo zapięcie jedej z moich bransoletek. Zawsze miałam ich sporo na prawej ręce, tak by zakrywały cały nadgarstek. Plecione, skórzane, szmaciane, srebrne, mniejsze i większe.. Spełniały swoją rolę.
- Macie czarne struny do altówki? - Zapytał facet po czterdziestce, z siwymi pasmami w ciemnych włosach, wygrywając mnie z zamyślenia.
- Niestety, tylko zwykłe. - Odparłam wracając do rzeczywistości. - Mogę złożyć zamówienie, ale będą dopiero w przyszłym tygodniu.
- To wezmę zwykłe, ale niech pani zamówi też te czarne. - Odparł grzebiąc w portfelu.
- Dobrze. To będzie 19,50. - Zwykły klient, zwykły zakup... A jednak coś było dzisiaj inaczej.
- Dziękuję bardzo i dobrego wieczoru. - Powiedział facet wychodząc.
- Oby taki był. - Mruknęłam pod nosem.
- Vi, co powiesz na partyjkę makao? - Obok mnie zjawił się mój współpracownik. Wysoki, chudy jak patyk z cienkimi i długimi włosami chłopak, który pracował tu dużo dłużej niż ja. Był synem właściciela, któremu nie chciało się kontynuować szkoły po liceum i żerował na swoim ojcu od kilku dobrych lat.
- Nie miałeś dzisiaj posegregować papierów? - Spytałam z uśmiechem.
- Skończyłem. - Jego uśmiech stał się zadziorny. - To jak?
Spojrzałam na zegarek: 18:30
- No dobra.
Rozłożył karty na jednym ze stołów za blatem i popatrzył na mnie wyczekująco. Usiedliśmy, niewidoczni od strony drzwi.
- Co ty taka spięta? - Zapytał podejrzliwie. - O czymś zapomniałem? Masz urodziny?
- Nie, jestem umówiona po pracy. - Odparłam biorąc karty do ręki.
- Randka? -Zapytał chłopak znowu uśmiechając się zadziornie.
- Oh, zamknij się Tony. - Prychnęłam zirytowana.
- Wyluzuj, to tylko facet. - Powiedział wykładając kilka ze swoich kart. - Jesteśmy prości jak cepy. Jak będziesz pewna siebie to poleci jak pszczoła do ula.
- To nie może być takie proste. - Zaśmiałam się.
- Ale jest. - Dodał. - Makao.
- Już? - Zdziwiłam się. - Kiedy ty zdążyłeś wszystkie karty wyłożyć?
- Jak myślałaś o swoim nowym boyu, skarbie. - Zaśmiał się.
Wtedy zadzwonił dzwonek przy wejściu.
- Dobry wieczór, w czym mogę pomóc? - Tony wstał i pokazał się klientowi.
- Szukam Vivien. - Odezwał się miękki głos. - Jest jeszcze?
- Jestem. - Podniosłam się z miejsca i zobaczyłam Michaela, który na mój widok zmieszał się lekko.
- Pomyślałem, że może cię podwiozę. - Powiedział drapiąc się po karku.
- Jesteś za wcześnie. - Powiedziałam z szerokim uśmiechem, którego nie mogłam powstrzymać. Był ubrany w dziurawe spodnie i wymiętą koszulę, która pokazywała tatuaż na prawej ręce. - Mam jeszcze pół godziny pracy.
- Kurde. - Zawstydził się. - Nie wiem co mi się ubzdurało, że kończysz jakoś teraz...
- Spokojnie, mogę zostać sam. - Wtrącił się Tony. - To tylko pół godziny, co się może stać?
- A jak przyjdzie twój ojciec? - Zaniepokoiłam się. Nie lubiłam urywać się z pracy.
- To powiem, że musiałaś wcześniej wyjść. - Uśmiechnął się. - Co jakiś czas przecież możemy.
- Na pewno? - Cały czas miałam wątpliwości.
- Na pewno. - Pokiwał głową mój współpracownik. - No leć już.
- Dziękuję! - Przytuliłam go i szybko polecałam na zaplecze po swoją torebkę. Przechodząc obok lustra jęknęłam.
Na szybko poprawiłam włosy i przetarłam oczy tak by zetrzeć tusz, który znalazł się tam gdzie nie powinien. Ostatni wdech i wyszłam na spotkanie Cliffordowi.
~.~
I jak się podoba? :)
Proszę o komentarze, to na prawdę motywuje :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz