W samochodzie panowała niezręczna cisza.
"A czego ty się spodziewałaś?" Zganiłam się w myślach. "Mógłby się chociaż odezwać..."
Michael uważnie patrzył na jezdnię, ale co jakiś czas zerkał w moją stronę jakby chciał coś powiedzieć...
Stwierdziwszy, że z jego strony nie doczekam się rozpoczęcia dyskusji zapytałam z uśmiechem:
- I jak się spisuje gitara?
- Dzisiaj przejdzie pierwszy poważny sprawdzian. - Mike odwzajemnił uśmiech.
"Swoją drogą, nie jestem pewna czy mogę zdrabniać tak jego imię." Zastanowiłam się. "Co jeśli kiedyś mi się wymsknie i okaże się, że on tego nienawidzi i już się więcej do mnie nie odezwie?" Moje myśli zaczęły niebezpiecznie zbliżać się do granicy paniki.
To do mnie nie podobne...
- Mam nadzieję, że ci się spodoba na próbie. - Z zamyślenia wyrwał mnie głos chłopaka. - Nie wiem jakiej muzyki słuchasz... - Postukał nerwowo palcami po kierownicy.
- Raczej klasycznego rocka, zdarza się metalu i punku. W końcu Black Veil Brides to moja miłość. - Odparłam przewidując jego reakcję.
- Poważnie? - Zdziwił się. - Nie wyglądasz na taką.
- Nie ocenia się książki po okładce. - Zaśmiałam się. Ludzie nie zawsze wiedzieli, że żeby być czegoś fanem nie trzeba tegi okazywać każdym elementem swojego jestesctwa.
- Wiem, wybacz. - Powiedział poważnie. - Ale to fajnie. Masz dobry gust. - Kiedy to powiedział na jego ustach pokazał się krzywy, ale ciepły uśmiech.
- Jakim cudem nie widziałam cię wcześniej w szkole? - Zapytałam, zanim pomyślałam.
Miałam ochotę walnąć czołem o szybę.
"Idiotka. Nie ma to jak okazać swoje zainteresowanie."
- Najważniejsze, że już widzisz. - Odpowiedział z cichym parsknięciem poszerzając uśmiech. - No, jesteśmy. - Rzucił a mnie coś ścisnęło w brzuchu. Czyżby nerwy?
Wysiedliśmy z samochodu i moim oczom ukazał się uroczy domek jednorodzinny z idealnie przystrzyżonym trawnikiem i plastikowym krasnalem przy drzwiach.
- To dom Caluma, mojego przyjaciela. - Poinformował mnie niebieskowłosy. - Tylko on ma na tyle dużą piwnicę, żeby nas pomieścić.
Otworzył drzwi bez pukania i wpuścił mnie pierwszą. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to sterty butów przy wejściu.
- Pałęta się dużo osób. - Wyjaśnił widząc moje spojrzenie. - Chcą się nad nasłuchać dopóki bilety na nasze koncerty nie kosztują fortunę. - Powiedział wypinając zabawnie pierś.
- Wychodzi na to, że mam niesamowite szczęście. - Zaśmiałam się.
- A do tego siostra Caluma jest harcerką i często urządza tutaj jakieś zbiórki. - Dodał a ja zaśmiałam się pod nosem i poszłam za chłopakiem w głąb domu.
Usłyszałam dźwięki perkusji w tym samym momencie gdy podeszliśmy do schodów prowadzących w dół. Clifford nagle się zatrzymał przez co wpadłam na niego z impetem.
- Wybacz. - Sapnęłam odzyskując równowagę i czując jego rękę na moich plecach próbującą mi jakoś pomóc.
- To mi wybacz. - Odparł patrząc na mnie ze zamieszaniem i zabierając dyskretnie rękę. - Nie zaproponowałem ci nic do picia.
- Nie, dziękuję. - Uśmiechnęłam się.
- Taa, no to w takim razie witamy w świecie 5 Seconds Of Summer. - Powiedział niepewnie wskazując na schody i puszczając mnie przodem.
Znalazłam się w średniej wielkości pomieszczeniu zastawionej gitarami, głośnikami, mikrofonami i perkusją, przy jednej ze ścian stała kilku osobowa, poobdzierana i wyblakła kanapa.
A za bębnami, z pałeczkami w rękach siedział Ashton, ten sam co ostatnio kupował wosk do swojej perkusji.
- Hej Vi! - Pomachał mi wesoło przerywając grę. - Co tutaj robisz?
- Wy się znacie? - Wtrącił Mike siadając na kanapie. - Rozgość się proszę.
- Ash często bywa w sklepie, w którym pracuję. - Wytłumaczyłam siadając obok Michaela.
- Bo to najlepszy sklep muzyczny w okolicy. - Wytłumaczył się blondyn.
Wtedy do piwnicy wszedł znany mi ze stołówki, ciemnowłosy chłopak.
- O, hej! - Uśmiechnął się na mój widok, kiwając głową. - Calum Hood jestem, gitara i wokal.
- Vi, miło poznać. - Odparłam wesoło i chłopak zajął się instrumentami.
Podobało mi się z jakim luzem mnie potraktował, w końcu byłam obcą osobą w jego domu. Poza tym jego uśmiech był uroczy.
"Muszę jeszcze tylko wybadać czy ma dziewczynę i dać znać Sylvi." Uśmiechnęłam się do tej myśli, ale głosy chłopaków przywróciły mnie na ziemię.
- Brakuje jeszcze tylko naszego głównego wokalisty, ale on zawsze się spóźnia. - Wytłumaczył Clifford biorąc do ręki gitarę. TĄ gitarę.
- Pokażesz jak grasz? - Zapytał patrząc na mnie z szelmowskim uśmiechem.
- Nie, ale mogę ją nastroić. - Chłopak wydawał się lekko zawiedziony, ale podał mi instrument.
Nie mogłam się oprzeć pokusie by nie przejechać palcami po strunach po raz kolejny. Pudło w kolorze ciemnego mahoniu, jaśniejszy gryf i czarne, metalowe struny. Tak jak zapamiętałam.
Dziwię się, że nikt nie zamknął mnie w psychiatryku już dawno temu. Ta fascynacja instrumentami czasem nawet mnie przerażała.
- Nie chcesz stroika? - Zapytał Calum, który teraz kucał przy głośnikach podpinając jakieś kable.
- Jeśli będziecie cicho, to nie. - Uśmiechnęłam się uprzejmie.
- Tak ze słuchu? - Mike uniósł brwi w lekkim zdziwieniu.
- Kwestia praktyki. - Odparłam a on w odpowiedzi uśmiechnął się szeroko. Gdzieś w środku poczułam jak ta dziwna niezęczność wobec niego znika.
I wtedy do pokoju wszedł spóźniony wokalista.
- Hej Luke, poznaj Vi! - Zawołał Ash zza swoich bębenków.
Spojrzałam na blondyna stojącego w wejściu i starałam się zachować kamienną twarz.
- My się już znamy. - Powiedziałam a mój głos zabrzmiał bardziej sucho, niż się tego spodziewałam.
Hemmings podrapał się po karku ze zmieszaną miną.
- Hej. - Powiedział w końcu.
Nagle cała ochota na spędzenie z chłopakami próby zniknęła.
Luke nawet nie wiedział jakie konsekwencje miała jego ucieczka ze sklepu po zniszczeniu gitar. I nie chodzi tu tylko o kłopoty z szefem.
Pech chciał, że cała ta sytuacja miała miejsce chwilę po tym jak mój ojciec odszedł a mama popadła w depresję. Tego było za dużo...
- Skąd się znacie? - Padło pytanie ze strony Asha. W jego głosie wyczuwam wahanie.
- Mamy zrobić razem Super Zadanie z chemii. - Powiedziałam chcąc uciąć temat zanim się na dobre zacznie.
Postanowiłam skupić się na gitarze, którą trzymałam w rękach.
Kręcenie gałkami przy gryfie i wsłchuchiwanie się w dźwięki wydawane przez struny pozwoliło mi uspokoić się i zebrać myśli. No i przede wszystkim udawać, że nie widzę pytających spojrzeń chłopaków, które rzucali sobie nawzajem.
Wielu osobom obiecałam, że zostawię przeszłość za sobą, dlatego postanowiłam nie uciekać z piwnicy i zostać na próbie.
- Gotowe. - Powiedziałam siląc się na uśmiech.
- To teraz rozsiądź się wygodnie i przygotuj się na widowisko! - Zawołał Ash wesoło rozładowując atmosferę i siadając przy pudle akustycznym.
Michel wziął ode mnie gitarę i usiadł na ziemi obok Caluma, który zajął niskie, drewniane krzesełko. Luke po chwili wahania również usiadł na ziemi.
Na początku był chaos.
- Zaczniemy od czegoś The 1975! - Wolał Ash machając rękoma.
- Nie bo Nirvany! - Mike próbował go przekrzyczeć.
- Katy Perry! - Wydzierał się Calum bujając się na swoim krzesełku.
Jedynie Hemmings siedział cicho usilnie nie patrząc w moją stronę.
Ja tymczasem po prostu siedziałam i śmiałam się z powagi wymalowanej na twarzach chłopaków.
Jakby kłócili się co najmniej o ostatni kawałek pizzy.
- To może zapytamy dzisiejszego gościa? - Wtrącił Luke i o dziwo reszta spojrzała na niego przerywając spór.
- Chociaż raz nie gadasz od rzeczy. - Zaśmiał się Clifford po czym zwrócił się do mnie. - Co chciałabyś usłyszeć?
- Może coś waszego? - Odparłam nieśmiało.
- To teraz się dopiero zacznie burza. - Zaśmiał się Mike.
- Only Reason! - Zawołał Calum patrząc na niebieskowłosego jakby chciał mu coś przekazać.
- Nie. - Odparł tamten stanowczo. - To na inny raz.
Uniosłam brwi w zdziwieniu, ale nie skomentowałam.
Po pół godziny ciężkich i poważnych narad padło na utwór Voodoo Doll.
Ale to nie był koniec problemów.
Zanim chłopaki dostosowali się do siebie tonowo ja zdążyłam wyśmiać się na kanapie prawie do łez.
Ich miny niezadowolenia, gesty, które widziałam tylko ja i docinki były przekomiczne.
W pewnym momencie cały hałas ucichł i muzycy zpoważnieli.
Zaczął Luke.
Nie była to piosenka, którą można zabłysnąć wokalnie, ale jego głos wpasował się idealnie.
Z chęcią odwróciłam od niego wzrok by przenieść go na Clifforda.
Brzmieli na prawdę dobrze. Po takim początku próby nawet się tego nie spodziewałam.
Oczywiście nie obyło się bez wytrącających z równowagi zachowań, typu rozpraszających spojrzeń i okrzyków.
Kiedy skończyli spojrzeli na mnie wyczekująco.
- Nieźle. - Odparłam z szerokim uśmiechem.
-Tylko nieźle? - Mike patrzył na mnie z tajemniczą miną. - Ja myślę, że podobało ci się dużo bardziej.
Od odpowiedzi uratowała mnie dziewczynka, na oko 14 lat, z długim, ciemnym warkoczem, która wpadła do piwnicy z okrzykiem:
- Pizza przyszła!
- Mogłaś ją od razu tu przynieść. - Stwierdził Calum patrząc na siostrę (?) z wyrzutem.
- Mama kazała wam zjeść jak ludzie, w jadalni. - Odparła dziewczynka i zniknęła na schodach.
- Mały diabeł. - Mruknął Hood pod nosem z uśmiechem. - Chodźcie bo wiecie jak moja mama reaguje na zimną pizze.
- Pizza jest naszą odwieczną częścią próby, więc nawet nie waż się uciekać. - Powiedział do mnie Michael podnosząc się z ziemi i wyciągając do mnie rękę by pomóc mi wstać z niskiej kanapy.
- Ale nie jadam pieczarek. - Ostrzegłam ze śmiechem przyjmując pomoc.
- Nareszcie ktoś normalny! - Zawołał Ashton ze schodów.
- Raczej przeciwieństwo normalności. - Zaśmiał się Clifford. - Przecież pieczarki to niebo w gębie.
- Błe. - Powiedziałam z Irwinem w tym samym momencie co wywołało u mnie kolejny wybuch śmiechu.
- Razem spiskujecie przeciwko królestwu grzybów i koronie pieczarek! - Zawołał Micheal teatralnym głosem. Kątem oka widziałam jak Calum z Lukiem przyglądają się sytuacji ze śmiechem. - Musicie zostać ukarani!
Zanim zdążyłam zapytać co ma na myśli poczułam jego ręce na moich żebrach.
Zaczęłam piszczeć prosząc, żeby przestał, ale jego palce nieubłaganie wymierzały "sprawiedliwość" łaskocząc mnie w najbardziej czułym pod tym względem miejscu.
Kiedy w końcu przestał opadłam na kanapę.
- To nie fair. - Jęknęłam lekko zdyszana. - Ashton uciekł.
- Na Ashtona i tak to nie działa. - Odparł Mike z zadowoloną miną. - Teraz możemy iść na kolację!
Kuchnia była bardzo jasna i przestronna, z wysepką na środku pełniącą rolę stołu. Przy jednym z wysokich krzeseł siedziała niewysoka i chuda kobieta. Na pierwszy rzut oka można było poznać, że to matka Caluma.
- Dobry wieczór! - Zawołał Ashton w kierunku pani Hood.
- Dobry, dobry. - Odparła z uśmiechem i dostrzegła mnie wśród chłopaków. - My się chyba nie znamy?
- Vivien Martin, miło panią poznać. - Odparłam wyciągając do niej rękę, ale ona zignorowała ją i mnie przytuliła.
- Mi również bardzo miło. Jesteś nową fanką mojego syna? - Poruszyła zabawnie brwiami. - Przydałaby mu się w końcu jakaś fajna.
- Maamoo... - Jęknął Calum przeżuwając już pierwszy kawałek pizzy. - Po pierwsze możesz nie zamęczać każdej dziewczyny tym, że nie jestem w związku? A po drugie to Viv jest fanką Mika.*
Kobieta nie zmieniła wyrazu twarzy kiedy mówiła do mnie:
- A może masz jakieś fajne koleżanki?
Ledwo powstrzymałam się od parsknięcia śmiechem, nie to co reszta ekipy, która nie hamowała wybuchu. Calum walnął głową o blat stołu z jękiem.
- Czemu zawsze musisz mi to robić? - Mruczał pod nosem.
- Bo cię kocham głuptasie. - Powiedziała z uśmiechem do syna i sięgnęła po telefon, który w tej chwili rozdzwonił się na blacie. - Wybaczcie na moment. - Przeprosiła i wyszła.
- Jesz? - Zapytał Ashton wskazując na swoje jedzenie. - Tylko jedną jest bez pieczarek.
- Z chęcią. - Odparłam, zdając sobie sprawę z tego jak głodna byłam.
- Wybacz, mojej mamie. - Odezwał się Calum. - Ona zawsze tak...
- To urocze. - Odparłam.
- Dla ciebie tak, ale dwie dziewczyny już tym odstraszyła. - Odpowiedział markotnie.
- Pamiętam jak Allison praktycznie uciekła po podobnej akcji. - Zaśmiał się Clifford. - I fajnie, że nie zaprzeczyłaś, że jesteś moją fanką. - Dodał kończąc swój kawałek z szelmowskim uśmiechem.
- Nie pompuj się tak bo pękniesz. - Pokazałam mu język.
- Muszę jechać, dzieciaki. - Mama Caluma stanęła w wejściu do kuchni. - Jakąś sprawa w centrum. Calum pamiętaj, żeby przypilnować Mii, że o 23 ma być w łóżku. Nie wiem kiedy wrócę.
- Jasne. - Hood w końcu się wyprostował. Na czole miał czerwoną plamę.
- To na razie dzieciaki!
- Do widzenia! - Odparliśmy zgodnym chórkiem.
- Jest dziennikarką, często ją tak wyrywają z domu. - Wytłumaczył Calum.
- Rozumiem. - Odparłam. Mojej mamy przecież też często nie było w domu.
"Do odnotowania dwie rzeczy" Pomyślałam. "Mogę do Michaela mówić Mike i Calum jest wolny."
"No i trzecia." Dodałam po chwili. "Ostrzec Sylvię zanim odwiedzi kiedyś Hooda."
- Wracamy do piwnicy czy gramy w coś na PS3? - Zapytał Luke gdy kartony po pizzy były puste.
- Fifa! - Odparli wszyscy zgodnie, jedynie ja się wyłamałam i powiedziałam:
- Będę się zbierać.
- Podwiozę cię. - Powiedział Michael od razu.
- Wpadniesz jeszcze kiedyś? - Zapytał Irwin. - Twoja opinia na dzień dzisiejszy nie była zbyt konstruktywna.
- Zobaczymy. - Powiedziałam z uśmiechem podnosząc się z miejsca.
W sumie to byłam beznadziejnym krytykiem. Tylko czemu nie wpadłam na to zanim zgodziłam się na próbę?
- To do zobaczenia! - Pomachałam chłopakom i ruszyłam za Michaelem do wyjścia.
- Tak szczerze, to jak ci się podobało? - Spytał chłopak otwierając mi drzwi swojego samochodu.
- Bardzo pozytywnie. - Uśmiechnęłam się szczerze.
"Od tego ciągłego uśmiechania będą mnie jutro boleć szczęki." Pomyślałam z rozbawieniem.
- Czyli wpadniesz jeszcze kiedyś? - Dopytał włączając silnik. - Gdzie właściwie mam cię podwieźć?
Podałam adres i odpowiedziałam na pierwsze pytanie:
- Jeśli dostanę zaproszenie to pewnie tak.
- Bardzo się cieszę. - Odparł, ale coś w jego zachowaniu było nie tak.
- Co się stało? - Zapytałam.
- Jest sens pytać co jest między tobą a Hemmingsem? - Wypalił.
- Może kiedyś ci opowiem. - Powiedziałam nagle zainteresowana swoimi dłońmi.
- Dobra. - Powiedział tylko i zapadła cisza.
- Czemu mnie zaprosiłeś na tą próbę? - Zapytałam w końcu przerywając milczenie.
- Sam nie wiem. - Odparł z lekkim wahaniem. - Nawet nie myślałem co mówię. - Powiedział i zaraz potem dodał, jakby bał się, że mnie urazi - Ale ani trochę tego nie żałuję!
- A ja nie żałuję, że przyszłam. - Zaśmiałam się chcąc rozładować atmosferę i chyba mi się udało bo chłopak odwzajemnił mi się tym samym.
- To mam nadzieję, że do zobaczenia. - Powiedział stając pod moim domem. Wyciągnął ręce żeby mnie przytulić na pożegnanie.
- No pewnie. - Odarłam odwzajemniłam gest.
Jego uścisk był ciepły i silny.
Z głupim uśmiechem weszłam do swojego mieszkania dziękując za to, że mamy nie ma w domu i tego nie widzi.
Siegnęłam do torebki i wyjęłam telefon. Na ekranie widziało dziesięć nieodebranych połączeń od Sylvii i piętnaście od Daniela.
Oddzwoniłam najpierw do przyjaciela. Odebrał po dwóch sygnałach.
- Viv, jak dobrze, że w końcu jesteś! - Zawołał bez powitania.
- Co się stało? - Zapytałam poważnie zmartwiona.
- Włącz lokalne wiadomości i nie ruszaj się z domu. - Powiedział poważnie. - Już do ciebie jadę.
Rozłączył się zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
Zrobiłam co kazał i moim oczom ukazała się mama Caluma.
Ale to nie ona zwróciła moją uwagę a scena pokazana za nią. Ukazywała sklep, w którym pracuję, mój drugi dom i moje ulubione miejsce na ziemi.
W płomieniach.
~.~
Tak, wiem, że nie wszystkie informacje się zgadzają, ale to na potrzeby ff :D
* Nie wiem jak to się odmienia a internety podają mi sprzeczne informacje, więc jak ktoś coś wie, to ja chętnie wysłucham :D
No i zapraszam do komentowania bo to dodaje fajnego kopa do dalszego pisania ♡
Całusy i do napisania :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz