niedziela, 15 lutego 2015

Szósty.

- Dziękuję, dziękuję! - Powiedziałam w jego ramię, gdy odwzajemnił uścisk.
- Do usług. - Odparł zduszonym głosem.
Opadłam z powrotem na krzesło z lekkim rumieńcem. Chyba zareagowałam zbyt żywiołowo.
- Musi ci bardzo zależeć na tym sklepie. - Powiedział po chwili milczenia.
- To dla mnie drugi dom. - Potaknęłam przypominając sobie o deserze.
- Kiedy zaczynamy? - Dopytywał.
- Jak znajdziemy jeszcze jednego do pomocy. - Odparłam żując gofra.
- A macie kandydata? - Spytał poważniejąc.
- Nie, a co? - Zdziwiłam się.
- Bo mam w takim razie propozycję. - Uśmiechnął się zadziornie.

***

- Viv, wróć na ziemię! - Głos Sylwii przebił się do mojej podświadomości.
Siedziałyśmy na matematyce a ja lekko przysypiałam.
- Coś ty w nocy robiła? - Spytała szeptem.
- Próbowałam napisać muzykę, gapiłam się w sufit i siedziałam na Twitterze. - Odparłam zgodnie z prawdą.
- A spanie? - Prychnęła moja przyjaciółka.
- Spanie jest dla słabych. - Odparłam z uśmiechem.
- Że ja jestem słaba? - Szturchnęła mnie ramieniem ze śmiechem.
- Ja tego nie powiedziałam. - Powiedziałam szczerząc się jak głupi do sera.
- Czy ja wam przeszkadzam? - Przed naszą ławką pojawiła się profesorka.
- My na temat zadania rozmawiamy. - Powiedziała Sylvia z uroczym uśmiechem.
- To w takim razie rozwieję twoje wszelkie wątpliwości przy tablicy. - Odparła kobieta wręczając jej kredę.
Moja przyjaciółka jęknęła, ale posłusznie wstała z krzesła i powlokła się we wskazanym kierunku.
- Psst! Martin! - Usłyszałam szept za moimi plecami. Obserwując nauczycielkę kątem oka, odwróciłam się delikatnie.
- Czego chcesz Ronnie? - Odszepnęłam.
- Pogadasz ze mną w końcu? - Uśmiechnął się uwodzicielsko.
- Nie. - Powiedziałam twardo i znowu usiadłam przodem do tablicy ignorując nawoływania chłopaka.
- Ale za co właściwie jesteś obrażona? - Usłyszałam i prychnęłam w odpowiedzi. Ma tupet...
W tej chwili zadzwonił dzwonek. Sylvia wróciła do ławki z uśmiechem na twarzy, profesorka nie zdążyła jej długo pomęczyć.
- Sara Lande mnie dzisiaj pytała co jest między tobą a Cliffordem. - Powiedziała gdy szłyśmy w kierunku jej szafki.
- A co ona ma do tego? - Zdziwiłam się.
- Zazdrosna jest. - Usłyszałyśmy za naszymi plecami rozbawiony głos.
- Michael! Nie ładnie tak podsłuchiwać. - Zganiłam go powstrzymując uśmiech. - Fajna koszulka. - Dodałam patrząc na nadruk z napisem "Bez tej koszulki też nieźle wyglądam".
- Dzięki. - Uśmiech chłopaka się poszerzył. - Chcesz się przekonać? - Poruszył zabawnie brwiami.
- Ekhm. - Calum stojący obok Micheala odchrząknął. Nie zauważyłam go wcześniej a stał obok Clifforda...
- Hej Cal. - Uśmiechnęłam się modląc się by rumieniec, który zakwitł na moich policzkach nie był zbyt mocny. - Sylvia to Calum, Calum to Sylvia. - Przedstawiam ich sobie.
- Miło mi. - Mruknął podając jej rękę.
- Calum jest chętny do pomocy w sklepie. - Mike się wyszczerzył.
- Na prawdę? - Ucieszyłam się. - Dziękuję!
- W sumie to to nie taka czysta pomoc. - Powiedziała Sylvia.
- Co masz na myśli? - Zdziwił się Hood.
- No, - Zawahała się. - W końcu macie zamiar im zapłacić...
- Nie wspomniałam o tym? - Zmieszałam się.
- Nie, ale nie mamy nic przeciwko do takiej opcji. - Uśmiechał się brunet i dostał z łokcia od Clifforda. - No co?! - Oburzył się.
- Jesteście w trudnej sytuacji, nie chcielibyśmy... - Zaczął, ale mu przerwałam.
- Nawet nie kończ. - Zaśmiałam się. - Nie ma mowy, żebyście nie dostali wypłaty takiej na jaką zasłużycie.
- Nie będziemy się kłócić. Prawda kucyku? - Spytał Calum patrząc znacząco na swojego przyjaciela.
Ten spojrzał na mnie a potem na Hooda i westchnął.
- Pewnie. - Wysilił się na uśmiech.
- Jeszcze raz dziękuję, wam obu. - Powiedziałam i zadzwonił dzwonek. - Do zobaczenia!
Kiedy weszłam do klasy chemicznej nauczycielki nie było. To w jej stylu spóźniać się na lekcje tak z piętnaście minut. Postanowiłam to wykorzystać i podeszłam do Hemmingsa, który siedział na brzegu grupki gadających ze sobą osób.
- Emm... Luke? - Zaczęłam nieśmiało i mniej więcej sześć par oczu zwróciło się w moją stronę. Blondyn spojrzał na mnie bez wyrazu. - Możemy pogadać?
Wzruszył ramionami i wstał z krzesła.
Odeszliśmy kawałek od towarzystwa, które niezręcznie zamilkło na mój widok.
- Musimy się zabrać za to zadanie z chemii... - Zaczęłam.
- Ja zbiorę informacje, które ci prześlę a ty zrobisz z tego coś co ma sens, może być? - Przerwał mi, patrząc się na coś za mną.
Zaskoczył mnie. Przez chwilę gapiłam się na niego w ciszy.
- Wiem, że za mną nieprzepadasz, więc lepiej będzie jak zrobimy to idiotyczne zadanie na odległość. - Dodał znowu wzruszając ramionami.
- Ja... - Zaczęłam nie bardzo wiedząc co chcę powiedzieć, ale przerwała mi pani Colson, która w końcu raczyła się zjawić.
- Na miejsca! - Powiedziała ostro i Hemmings opuścił mnie bez pożegnania.
- Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha. - Zaśmiała się Carmen gdy usiadłam w ławce. -  Co jest?
- Jak sama do tego dojdę, to ci powiem. - Odwzajemniłam uśmiech, na siłę.
Nie wiem czemu tak mnie zdziwiła propozycja Luka. W końcu nie powinnam narzekać. Ale coś mi nie grało...
- Może chodzi o twoją ambicję? - Zasugerowała Sylvia gdy wracaliśmy do domu.
- To jest dobre! - Podchwycił Daniel. - On odwali większość roboty za ciebie. A ty nie jesteś przyzwyczajona do takich sytuacji.
- Nie to miałam na myśli, jełopie. - Zganiła go moja przyjaciółka urażonym tonem. - Jakbyś mi nie przerywał, byłabym wdzięczna.
- Wyczuwam za dużo ironii w twoim głosie. - Odparł przesadnie machając ręką jakby był jednym z tych "dziewczęcych" gejów. - Zachowujesz się jak ignorantka.
- Jakbym była ignorantką to nie próbowałabym pomoc Viv! - Oburzyła się. - To ty...
- Wystarczy! - Przerwałam im ze śmiechem. - Możecie mi w końcu powiedzieć co chodzi?
- Samolub! - Powiedzieli jednocześnie i wybuchneli śmiechem.
- A tak na serio - Sylvia spoważniała. - To myślę, że chodzi o to, że nie spodziewałaś się, że twoja niechęć do Hemmingsa jest odwzajemniana. Uraził cię.
Zaśmiałam się.
- Chyba żartujesz. - Powiedziałam. - Zwisa mi co Luke sobie o mnie myśli.
- Ale Michael już nie. - Wtrącił Daniel. - A w końcu są przyjaciółmi.
- Jeszcze mi powiedzcie, że mam się do niego teraz przymilać. - Powiedziałam zirytowana. - Nie ma mowy.
- Viv... - Zaczęła Sylvia. - Nikt ci nie karze się z nim przyjaźnić. Ale moglibyście sobie wyjaśnić parę spraw.
Spojrzałam na przyjaciela siedzącego na tylnym siedzeniu szukając wsparcia, ale on kiwał głową zgadzając się ze słowami brunetki.
- Nie wierzę. - Mruknęłam zła. - Myślałam, że mnie wspieracie.
- Kochanie, wiesz, że zawsze... - Zaczął Daniel, ale mu przerwałam wykorzystując fakt, że właśnie stanęliśmy po moim domem.
- Darujcie sobie. - Warknęłam. - Idźcie do swojego Lukeyka, uroczego blondaska.
Wysiadłam z samochodu trzaskając drzwiami. Ignorując moich "przyjaciół", którzy nawoływali mnie z wnętrza pojazdu weszłam do swojego mieszkania.
- Vivien! - Zawołała mnie mama gdy tylko zamknęłam drzwi. - Idziesz dzisiaj do pracy?
- Tak, mamy dzisiaj zrobić zakupy bo jutro zaczynamy remont. - Powiedziałam wchodząc do kuchni gdzie przy piecyku stała moja rodzicielka. - A co?
- Dawno nie oglądałyśmy razem żadnego filmu. - Powiedziała mieszając coś w garnku. - A myślałam, że przez pożar będziesz miała chociaż kilka dni wolnych, to byśmy nadrobiły.
- W weekend nadrobimy. - Obiecałam.
- W weekend jadę na szkolenie, nie pamiętasz? - Zrobiła zmartwioną minę.
- To w następny. - Powiedziałam bawiąc się końcówkami włosów. Wiedziałam, że i tak nigdy nie dojdzie do "wieczorku filmowego". Zawsze kończyło się tylko na gadaniu.
Starała się, zawsze się starała, tylko szkoda, że nigdy nam nie wychodziło...
Obiad zjadłyśmy w ciszy.
Godzinę później byłam pod sklepem z asortymentem potrzebnym do remontów. Stukałam nerwowo butem o krawężnik co chwila patrząc na zegarek w telefonie. Był spóźniony...
- Hej! - Usłyszałam za moimi plecami. W moim kierunku zmierzała czwórka chłopaków z niebieskowłosym na czele. - Wybacz spóźnienie, ale Ashton miał problemy z autem.
- Raczej ze swoją grubą dupą. - Mruknął Hood za co oberwał z łokcia od blondyna.
- W porządku... - Powiedziałam lekko dziwiona. Myślałam, że czekam tylko na Clifforda. - Bez urazy chłopaki, ale co wy tu robicie?
- Mówiłaś, że szukacie jeszcze pary rąk do roboty. To załatwiłem ci trzy! - Powiedział Michael z dumą w głosie.
- Ale... - Chciałam zacząć, ale przerwał mi Irwin.
- I nie chcemy zapłaty! - Szczerzył  się. - W sensie, że ja i Luke. Bo się doczepiliśmy z własnej woli.
Hemmings wyglądał, jakby miał zamiar zaprotestować, ale się powstrzymał. Byłam wdzięczna.
- Dobra. - Byliśmy już do tyłu z czasem, a ja bardzo nie lubiłam się spóźniać. - Idziemy, mamy sporo roboty.
Weszliśmy wszyscy do sklepu i ruszyliśmy w stronę działu z farbami.
- A ten twój kolega z pracy nie pomaga? - Spytał Hood gdy krążyłam między półkami.
- Sprząta w sklepie. - Odparłam krótko będąc w swoim świecie. - Ej, nie wiem który kolor. Pan Terno dał mi wolną rękę.
Gdybym wiedziała jak to się skończy nigdy nie zadałabym tego pytania.
Po chwili zwykłej wymiany zdań wybuchła kłótnia.
- U mnie w pokoju jest niebieski bo to kolor spokoju, przyda się! - Obstawał przy swoim Calum zakładając ręce pod boki i unosząc wysoko podbródek.
- To jest sklep muzyczny, dzieciaku, nie kraina smurfów. - Ashton popukał się w czoło. - Tu się przyda nastrojowości trochę, dlatego czerwony.
- To dopiero idiotyzm! - Mike zaśmiał się szyderczo. - Lepiej brązowy, taki jaki był.
Stali w trójkę kłócąc się jak dzieci a ja przez chwilę patrzyłam na to z otwartą buzią. Potem wzięłam z półki pierwszą lepszą farbę i uciszyłam chłopaków.
- Każdy bierze puszkę tego - Uniosłam w górę przedmiot. - i idziemy do kasy.
Spuścili głowy jak obrażone dzieci, ale zrobili to co kazałam.
- Wiesz, że oni tak z każdą rzeczą? - Zapytał ze złośliwym uśmiechem Hemmings.
Westchnęłam cicho. To będzie ciężki okres...

~.~

Witam, witam! :D

Na początek chciałam bardzo bardzo podziękować! To już ponad 1000 wyświetleń ❤ Niesamowicie się cieszę, że są osoby, które czytają i, być może, doceniają moje wypociny :D

A jak się podobał rozdział? Jak myślicie, kim jest Ronnie? Jak się ułożą wszystkie sprawy? :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz