piątek, 13 lutego 2015

Piąty.

Nacięcia były na udach.
Bo nie chciałam, żeby ktoś widział... Obrazowały mój, wewnętrzny ból.
Nie wiem czemu przerzuciłam się na nadgarstki. Może pragnęłam, żeby w końcu ktoś zauważył?
Byłam tak bardzo samotna... Ludzie otaczali mnie ze wszystkich stron, ale tak na prawdę nie miałam nikogo.
Wraz z odejściem ojca doszło do mnie, że jestem też niechciana. To bolało.
Gdyby nie poznanie Sylwii i Daniela, oraz pomoc mojej siostry pewnie doszłoby do ostateczności. Oni wprowadzili mnie na dobre tory, pokazali radość w życiu i dali ciepło.
Mimo to, nie usunęli ze mnie całej ciemności. Resztki cienia zasiedliły  się w mojej głowie i czasem nie dają mi spokoju...
*
Obudziłam się z krzykiem. Byłam zlana potem i zdyszana jak po ciężkim biegu.
Gdy dotarło do mnie, że jestem w swoim łóżku a nie na moście nad autostradą i że to był tylko sen postarałam się uspokoić.
Zegrek na telefonie wskazywał godzinę drugą nad ranem. Jęknęłam opadając na poduszki.
Zamknęłam oczy i od razu je otworzyłam.
Jedno jest pewne, dzisiaj nie zasnę.
Reszte nocy przesiedziałam w salonie z pudełkiem lodów patrząc w telewizor, ale nic w nim nie widząc.
W myślach siedział mi mój ojciec i moja depresja. Pewna sytuacja nie dawała mi spokoju...
Punktem kulminacyjnym tego okresu w moim życiu było moje wyjście na most w celu odebrania sobie życia. Okazało się, że jestem zbyt wielkim tchórzem by to zrobić. Wróciłam do domu cała przemoczona i zmarznięta z mętlikiem w głowie.
Następnego dnia byłam już u psychologa. Siostra mnie zaprowadziła, nawet nie musiała używać siły.
I dzisiaj jestem tutaj. Za rok kończę szkołę, nie mam planów ma życie a noce spędzam z pudełkiem lodów.
Po co to wszystko było? Do niczego nie doprowadziło...
"Skończ." upomniałam się. "Nie daj się pochłonąć czarnym myślom."
Odłożyłam lody i wyłączyłam telewizor.
"Co by tu zrobić, żeby nie zwariować?" Myślałam gorączkowo.
Sięgnęłam po telefon i wybrałam dobrze znany mi numer.
- Daniel? Śpisz? - Spytałam głupio do słuchawki. "Jest trzecia nad ranem. Na pewno teraz spełnia swoje marzenia zostania słynnym kompozytorem i daje jakiś wykład na uniwersytecie."
- Nie, nie śpię. - Powiedział gburowato. - Oglądam powieki od spodu, bardzo interesujące zajęcie, powinnaś spróbować. - Ziewnął przeciągle.
- Wybacz. - Powiedziałam ze skruchą. - Nie mogę spać.
- Viv, masz prawie osiemnaście lat, nie uważasz, że powinnaś sama sobie z tym poradzić? - Był zirytowany.
- Przepraszam. - Odpowiedziałam cicho. - Nie przeszkadzam dłużej. Śpij dalej.
- Dzięki za twą łaskę. - Mruknął i rozłączył się.
Westchnęłam głęboko. Do Sylwii nawet nie próbowałam dzwonić, wiedziałam, że nawet nie odbierze.
Weszłam do swojego pokoju i zapaliłam światło. Zrezygnowana opadłam na łóżko. Powinnam się czymś zająć, ale czym...?
Wpadłam na pewnien pomysł.
Szybko wstałam i znalazłam jakiś zeszyt z pustą kartką. Długopis.
Czemu w tym bajzlu na biurku nie ma żadnego pisadła?
W końcu znalazłam jakiś poobgryzany ołówek, który o dziwo był naostrzony i zaczęłam pisać:
"Alone at last, we can sit and fight
And I've lost all faith in this blurring light
But stay right here we can change our plight
We're storming through this despite what's right..."
Pisałam nawet nie do końca zdając sobie sprawę z tego co robię. Kiedy skończyłam spojrzałam na kartkę.
" One final fight, for this tonight
Woah
With knives and pens we made our plight
Lay your heart down the ends in sight
Conscience begs for you to do what's right
Everyday it's still the same dull knife
Stab it through and justify your pride
One final fight, for this tonight
Woah
With knives and pens we made our plight
Woah
And I can't go on without your love, you lost, you never held on
We tried out best...
Turn out the light..."*
Piosenka. Wyszła z tego piosenka, nie da się ukryć.
Poczułam zmęczenie. I spokój.
Niewiele myśląc położyłam się do łóżka i niedługo potem zasnęłam.
*
Siedziałam na blacie i jadłam kanapki z szynką przeglądając Twittera gdy przyszedł sms:

Od: Mike
14 pasuje? Podejdę pod Ciebie :)

Odpisałam, że nie ma problemu i dalej siedziałam, tylko już z uśmiechem na ustach.
-Co jest takiego zabawnego? - Spytała moja mama wchodząc do kuchni z ręcznikiem na włosach.
- Jakiś żart przeczytałam. - Skłamałam nie chcąc się zbędnie tłumaczyć.
Zaraz po śniadaniu siadłam do lekcji. Nie żebym była jakoś bardzo ambitna, ale na pewno nie chciałam skończyć pod mostem. W każdym bądź razie wysiłku w naukę trochę wkładałam i liczyłam na odrobinę szczęścia.
Podręcznik z chemii leżał na biurku i straszył mnie Super Zadaniem.
Będę musiała pogadać z tą łajzą Hemmingsem, przeboleć jedno spotkanie z nim i zrobić to co należy...
Nim się obejrzałam była juz 12. Przykry obowiązek spojrzenia w lustro zbliżał się wielkimi krokami.
Po ciężkiej nocy wyglądałam jak zombie.
Godzinę później byłam już gotowa do wyjścia, ale wcale nie zadowolona ze stanu rzeczy. Ale chyba nigdy nie dojdzie do sytuacji, że będę usatysfakcjonowana widokiem w lustrze...
Odganiając przykre myśli chwyciłam w rękę zeszyt, w którym wczoraj zapisałam piosenkę.
Podobał mi się. Tylko co z muzyką...
Zawsze miałam ten problem. Jak już napisałam coś co miało sens, nie potrafiłam znaleźć odpowiedniego dopełnienia...
No więc kolejną godzinę spędziłam nad zeszytem oraz komputerem, w którym otwarty był odpowiedni program i próbowałam stworzyć coś co miało sens. Nerwowo przeczesywałam włosy rękoma, przygryzałam wargę, kreśliłam na kartkach papieru, jęczałam i przeklinałam, ale nic z tego nie wychodziło. Usłyszałam ciche pukanie.
- Wejść! - Krzyknęłam, myśląc, że to mama chce mnie uspokoić.
Do pokoju wszedł Michael. Z typowym dla siebie niebieskim nieogarnięciem na głowie, koszulce bez ramiączek i szortach do kolan.
- Co ty tu robisz? - Zapytałam zdziwiona.
- Byliśmy umówieni, twoja mam mnie wpuściła. - Powiedział zmieszana.
- Ale dopiero o czternaste... - urwałam gdy spojrzałam na zegarek, była 14;10. - Wybacz, straciłam poczucie czasu. Daj mi jeszcze chwilkę i czuj się jak u siebie!
Powiedziałam i szybkim krokiem poszłam do łazienki. Ogarnęłam swoje włosy, tusz do rzęs, który znalazł się na powiekach i wzięłam głęboki oddech.
Kiedy weszłam do swojego pokoju Mike oglądał właśnie bałagan na moim łóżku.
- Jeszcze raz przepraszam... - Zaczęłam, ale mi przerwał z uśmiechem.
- Nie ma sprawy. Komponujesz? - Spytał wskazując na rzeczy.
- Raczej tylko się staram, nie bardzo mi wychodzi. - Westchnęłam a on wziął w ręce zeszyt z tekstem.
- To jest dobre. - Powiedział poważnie.
- Tylko nie ma muzyki. - Zaśmiałam się. - To idziemy na te gofry? - Starałam się zmienić temat.
- Pewnie. - Znowu się uśmiechnął. - Panie przodem. - Powiedział puszczając mnie w drzwiach.
W drodze do wyjścia nie spotkaliśmy mojej mamy, za co byłam bardzo wdzięczna. Chociaż i tak nie uniknę pytań typu: Kim on dla ciebie jest? Można mu ufać? Chcę go bliżej poznać!
Na dworze było strasznie gorąco, zbliża się pora upałów a to oznacza moje błagania o klimatyzację i spędzanie większości wolnego czasu na plaży, nad orzeźwiającą wodą.
- Surfujesz? - Zapytałam mimochodem.
- Ja nie bardzo, ale Luke to bardzo lubi. - Odparł wzruszając ramionami. - Ja tam wolę posiedzieć w domu niż smażyć się bez sensu na plaży.
- A jak długo się znacie z chłopakami? - Zmieniłam temat bo ten o siedzeniu w domu niezbyt przyjemnie mi się kojarzył.
- Z Calumem i Lukiem chyba od zawsze. Ash jest taką czarną owcą, bo jest z nami od jakiś dwóch lat, czy coś koło tego. - Zaśmiał się. - Ty kumplujesz się z Tucsonem, prawda?
- Daniel jest genialnym człowiekiem. - Zaczęłam gotowa go bronić. Często był wyśmiewany i krytykowany przez swój sposób bycia...
- W to nie wątpię. - Uśmiechnął się ciepło. - Po prostu pytam o twoich przyjaciół. Chcę się czegoś o tobie dowiedzieć.
- W takim razie - Zaczęłam. - Daniel i Sylvia, to moi przyjaciele.
- Sylvia? - Dopytał.
- Wiolonczelistka, wysoka i chuda, ciemne włosy...
- A, wiem! - Zaśmiał się. - Ta od Caluma. 
- Caluma? - Zdziwiłam się.
- Nie ważne. - Wycofał się szybko z niepewną miną. - A gofry jakie lubisz?
Doszliśmy do budki z przekąskami.
- Bita śmietana i karmel. - Uśmiechnęłam się.
- Dwa razy. - Powiedział do kobiety w środku.
- Ale bomba kaloryczna. - Westchnęłam widząc jak nakłada duuużooo bitej śmietany.
- Na wagę chyba nie narzekasz? - Spytał Mike unosząc jedną brew.
- Czy to ważne? - Wzruszyłam ramionami i zmieniłam temat. - Twój gofer już jest.
- A nie gofr? - Zaśmiał się.
- To twój będzie gofr a mój gofer. - Stwierdziłam. - Przyjaciele aż do śmierci!
Powiedziałam poważnie unosząc mojego wafla jak do toastu.
- Pełna zgoda. - Zaśmiał się również unosząc swojego.
Ruszyła w kierunku stojącego obok stolika, ale nie zauważyłam stopnia, tuż pod moimi stopami. Nagle poczułam brak oparcia pod nogami i moja twarz znalazła się w bitej śmietanie.
Za swoimi plecami usłyszałam nieopanowany wybuch śmiechu.
- Kurwa! - Jęknęłam odruchowo wybierając śmietanę z oczu. Cała zawartość deseru na mojej twarzy!
- Wszy... Wszystko okey? - Zapytał Clifford próbując opanować śmiech.
- A czy wygląda jakby było okey? - Warknęłam, ale na widok jego miny wybuchnęłam śmiechem. Wyglądał jakby zaraz miał się posikać z ubawy.
- Ja ci dam, wyśmiewać się z niezdolności innych! - Z chytrym uśmiechem podeszłam do niego i zanim zdążył się zorientować co planuję podniosłam jego rękę i wpakowałam leżącego na niej gofra w jego twarz.
- Ej! - Jęknął. - Nie wiesz, że zemsta nie popłaca?
- Widok twojej miny jest bezcenny. - Zaśmiałam się i chwilę potem staliśmy przy budce z goframi, cali ubrudzeni bitą śmietaną i śmiejąc się jakbyśmy byli upośledzeni.
Kiedy w końcu się opanowaliśmy i ogarnęliśmy z pomocą wody mineralnej i serwetek usiedliśmy przy stoliku wcinając same wafle.
- Pamiętasz jak wspominałeś, że pomagasz w remoncie? - Zaczęłam chcąc wprowadzić mój genialny plan z zeszłego dnia w życie.
- Dzisiaj skończyłem. - Pokiwał głową patrząc na mnie z zainteresowaniem.
- A nie chciałbyś nowej? - Zapytałam nieśmiało. - Planujemy wyremontować sklep i potrzebujemy rąk do pracy.
Po chwili milczenia podniosłam na niego wzrok. Wyglądał na zamyślonego.
- To tylko propozycja... - Zaczęłam, ale mi przerwał:
- Dla ciebie wszystko. - Uśmiechnął się uroczo a ja zapiszczałam jak mała dziewczynka i przytuliłam go mocno.
- Dziękuję, dziękuję! - Powiedziałam w jego ramię gdy odwzajemnił uścisk.

~.~

*Fragment piosenki Knives and Pens - Black Veil Brides, wykorzystany jako twórczość Viv :p

Czytasz - zostaw komentarz :D

Dziękuję za wszystkie gwiazdki i komentarze, nawet nie wiecie jak poprawia mi to humor! :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz